← Wróć do listy
Odzyskać państwo

Odzyskać państwo: Koniec ery obietnic, czas na erę decyzji

Poznajmy Anię. Ania prowadzi małą, przytulną kawiarnię we Wrocławiu. Jest pracowita, płaci podatki na czas i szczerze kocha swoje miasto. Pewnego wtorkowego poranka, tuż przed otwarciem lokalu, Ania otwiera list z urzędu i dowiaduje się, że jej składka zdrowotna właśnie wzrosła o kwotę, która stanowi niemal cały jej miesięczny zysk. Nikt Ani nie zapytał o zdanie. Nikt nie przedstawił jej symulacji, jak ta zmiana wpłynie na jej płynność finansową czy możliwość zatrudnienia nowej pomocy do kuchni. Decyzję podjęło kilkaset osób w Warszawie, z których większość nigdy nie wystawiła faktury, nie prowadziła własnej działalności ani nie musiała martwić się o to, czy starczy im na czynsz po opłaceniu wszystkich danin państwowych.

Ania poczuła wtedy to, co każdego dnia czują miliony Polaków: państwo to bezduszny automat, który zabiera, ale nie słucha. To poczucie bezsilności nie jest jednak przypadkowe. Jest ono objawem głębokiej patologii systemowej, którą w naszym ruchu nazywamy syndromem relacji rodzic-dziecko w życiu publicznym.

Diagnoza: Infantylizacja obywatela

Obecny ustrój polityczny, mimo że mieni się demokracją, w rzeczywistości traktuje nas jak niesforne dzieci. Politycy, wcielając się w rolę surowych, ale rzekomo sprawiedliwych opiekunów, wychodzą z założenia, że zwykli obywatele są zbyt mało kompetentni, by decydować o skomplikowanych sprawach kraju. Wydzielają nam kieszonkowe w postaci transferów socjalnych, ustalają lockdown-y poprzez skomplikowane zakazy i regulacje, a gdy ośmielamy się pytać o sens tych działań, słyszymy protekcjonalne „tak trzeba” lub „wy tego nie rozumiecie”.

Ta relacja jest toksyczna dla obu stron. U obywateli promuje bierność, apatię i roszczeniowość – skoro i tak nie mam na nic wpływu, to niech przynajmniej państwo coś mi da. U polityków z kolei buduje niebezpieczne poczucie bezkarności i mesjanizmu. Skoro nikt ich nie rozlicza na bieżąco, mogą obiecywać wszystko, wiedząc, że za cztery lata pamięć o ich słowach zatrze się w nowym festiwalu obietnic.

Czas najwyższy, abyśmy jako społeczeństwo dorośli. Polacy to jeden z najbardziej przedsiębiorczych, wykształconych i zaradnych narodów na świecie. Budujemy firmy na rynkach globalnych, wychowujemy dzieci w trudnych czasach, tworzymy innowacje. Skoro radzimy sobie z tak skomplikowanymi wyzwaniami w życiu prywatnym, dlaczego mamy być odsuwani od decyzji o tym, jak działają nasze wspólne instytucje? Czas przejść na relację dorosły-dorosły.

System totalny – również lokalnie

System Demokracji Obywatelskiej to nie tylko system dla parlamentu, ale również dla władz lokalnych, które są najbliżej ciebie i mają dla twojego komfortu życia niebagatelne znaczenie. To tam, w twojej gminie, mieście czy powiecie, zapadają decyzje, które widzisz zaraz po wyjściu z domu: jakość chodnika, dostępność przedszkola, lokalne podatki od nieruchomości czy plany zagospodarowania, które mogą w jednej chwili zmienić charakter twojej okolicy.

Dlatego wdrażamy nasze mechanizmy sprawczości na każdym szczeblu. Burmistrz, wójt czy radny muszą być tak samo rozliczalni i sterowalni przez mieszkańców, jak poseł w Warszawie. Nie może być tak, że w „wielkiej polityce„ odzyskujesz głos, a w twojej małej ojczyźnie wciąż rządzi lokalny układ zamknięty na potrzeby mieszkańców. Aplikacja, którą oddajemy w twoje ręce, pozwoli ci decydować zarówno o strategii energetycznej Polski, jak i o tym, czy środki z budżetu obywatelskiego powinny pójść na nowy plac zabaw, czy na remont lokalnej drogi. Sprawczość musi być kompletna, by była realna.

Nowy kontrakt społeczny: Demokracja Obywatelska

Ruch Demokracja Obywatelska – DO Przodu nie chce po prostu zastąpić jednej partii drugą. To byłaby tylko kolejna wymiana dekoracji w tym samym, zgranym przedstawieniu. Naszym celem jest zainstalowanie mechanizmu, który sprawi, że żadna władza, niezależnie od barw partyjnych, nie będzie mogła zignorować głosu społeczeństwa. Proponujemy Demokrację Obywatelską – rozwiązanie, które łączy stabilność pracy parlamentu i samorządu z energią i sprawiedliwością płynącą z bezpośredniego zaangażowania ludzi. Kluczem do zrozumienia naszej wizji jest mechanizm suwaka. Wyobraź sobie konsolę decyzyjną państwa, na której znajdują się dwa tryby pracy:

Tryb parlamentarny/urzędniczy (zarządzanie bieżące): W sprawach technicznych, administracyjnych czy w codziennym administrowaniu, państwem i regionami kierują wybrani reprezentanci. Są oni od tego, by dbać o sprawne funkcjonowanie urzędów, sprzątać przysłowiowe ulice i pilnować procedur. To ich codzienna praca, za którą biorą wynagrodzenie.

Tryb obywatelski (decyzje strategiczne): W sprawach o najwyższej wadze – takich jak kształt systemu podatkowego, kluczowe reformy edukacji, kwestie światopoglądowe czy wielkie inwestycje strategiczne (lokalne i ogólnokrajowe) – głos zabierają bezpośrednio obywatele.

To my, obywatele, decydujemy, kiedy chcemy przesunąć ten suwak. Jeśli w bezpiecznej aplikacji systemowej aktywność wokół danej ustawy lub lokalnej uchwały przekroczy ustalony próg (na przykład trzydziestu procent uprawnionych do głosowania w danym okręgu), parlament lub rada gminy automatycznie tracą prawo do podjęcia ostatecznej decyzji. Wynik głosowania w aplikacji staje się dla przedstawicieli instrukcją nie do odrzucenia. Instytucje stają się wtedy jedynie notariuszem woli narodu. Jeśli sprawa jest niszowa, techniczna i nie budzi emocji społecznych – reprezentanci decydują samodzielnie. To system samoregulujący, który angażuje nas dokładnie tam, gdzie czujemy, że nasze interesy lub wartości są zagrożone.

Koniec marketingu, początek inżynierii społecznej

W tak zaprojektowanym systemie pojęcie obietnicy wyborczej ląduje na śmietniku historii. Dzisiejszy polityk to iluzjonista, który na wiecach sprzedaje marzenia, by po wyborach zająć się realizacją interesów własnej partii. Może obiecać każdemu wszystko, bo wie, że budżet państwa to dla większości ludzi abstrakcja, a on sam nie ponosi żadnej osobistej odpowiedzialności za skutki swoich słów.

Demokracja Obywatelska zmienia polityka w projektanta rozwiązań. Jego nowym zadaniem jest przygotowanie rzetelnego projektu, przeprowadzenie szerokich konsultacji i, co najważniejsze, poddanie się werdyktowi suwerena. Nie będzie już miejsca na hasło „damy wam więcej”, ponieważ każda propozycja będzie musiała zawierać jasną informację o kosztach. Zamiast pustych słów, otrzymamy konkretne warianty. Na przykład: „Oto dwa modele reformy ochrony zdrowia. Wariant pierwszy skraca kolejki do specjalistów o połowę, ale wymaga podniesienia składki o określoną kwotę. Wariant drugi utrzymuje obecne finansowanie, ale zmienia sposób zarządzania szpitalami”. To my wybieramy. To my bierzemy odpowiedzialność za kierunek, w którym idzie kraj.

Przewidywalność zamiast chaosu

Często słyszymy argument, że oddanie władzy w ręce ludzi doprowadzi do chaosu lub populizmu. Nic bardziej mylnego. Przykłady państw takich jak Szwajcaria czy Estonia pokazują, że społeczeństwa, które mają realny wpływ na prawo, stają się bardziej odpowiedzialne i konserwatywne w dobrym tego słowa znaczeniu – dbają o to, by nie psuć tego, co działa, i ostrożnie wprowadzają zmiany.

Dla przedsiębiorców takich jak Ania z Wrocławia, taki system to przede wszystkim stabilność. Koniec z nocnym uchwalaniem ustaw, które wywracają życie do góry nogami od pierwszego stycznia. Każda duża zmiana musi przejść przez sito obywatelskiej akceptacji, co oznacza, że żadna radykalna, szkodliwa reforma nie przejdzie po cichu. Państwo staje się przewidywalnym partnerem, a nie nieobliczalnym przeciwnikiem.

Odzyskanie państwa to moment, w którym przestajemy bać się listów z urzędów. Wiemy bowiem, że jesteśmy współautorami zasad, według których to państwo działa. Odpowiedzialność za Polskę wraca tam, gdzie jej miejsce od samego początku – w ręce suwerennych, dorosłych obywateli. Czas zakończyć erę obietnic i rozpocząć erę decyzji. Czas na ruch DO Przodu.